First Think Then Accelerate

Kierowcy zimą, czyli „ludzie krety”

Zima zwykle nas – kierowców nie rozpieszcza…

Narzekamy na służby drogowe, mrozy paraliżujące nasze akumulatory czy grubą warstwę lodu na szybach każdego prawie ranka.
Narzekamy też na nieczynne myjnie samochodowe i walkę na dziurawej drodze o utrzymanie jak największej przyczepności. Niestety, takie są realia zimowego jeżdżenia samochodem i nie ma się co dziwić.

Żeby zadbać o swoje bezpieczeństwo zimą trzeba przede wszystkim uzmysłowić sobie, że jazda w tym czasie nie może obyć się bez wprawdzie czasochłonnego, lecz bardzo ważnego elementu – przygotowania auta do jazdy. Poranne staranne odśnieżenie pojazdu i zeskrobanie lodu z szyb jest warunkiem podstawowym. Jak często, spiesząc się do pracy oczyszczamy jedynie 20 cm kwadratowych przed oczami kierowcy zrzucając czarną robotę na dmuchawę która ma nam rozpuścić „resztę”? Taki kierowca „czołgista” spieszący się w porannych korkach jest praktycznie jak „ślepy kret” poruszający się w bezpośredniej bliskości stałego zagrożenia. Często okazuje się, że dmuchawa rozgrzała się i jest gotowa rozpuszczać nasz lód w momencie, kiedy zamykamy samochód na pracowniczym parkingu.

Drugi typ to kierowca egoista – odśnieża tylko przednia szybę, ewentualnie fragmenty bocznych żeby widzieć lusterka (jeżeli w ogóle ich używa). Tylna szyba dla niego nie istnieje. Zawalona śniegiem uniemożliwia kierowcy jadącemu z tyłu obserwację sytuacji drogowej przed jego pojazdem. Szczególnie w zimie, kiedy droga hamowania jest bardzo długa powinniśmy obserwować, co dzieje się na wysokości 4 -5 pojazdu jadącego przed nami . Wcześnie zauważone niebezpieczeństwo wywoła reakcje hamowania planowanego, delikatnego i płynnego. Takie hamowanie jest czytelne dla jadących za nami. Nie zmuszamy ich do nagłego hamowania. Jeśli jadę za samochodem, przez szybę którego nie mogę obserwować takiego zagrożenia, skupiam się wyłącznie na jego światłach stopu i hamuję za każdym razem gwałtownie i awaryjnie. Wystarczy zatem chwila nieuwagi i nasz kierowca „egoista” ma naszą chłodnicę i zderzak w swoim bagażniku.

Trzeci typ zimowego kierowcy to „koneser sauny parowej”. Często widzimy na drogach kierowców jadących samochodem z tak zaparowanymi szybami, że zobaczenie przez nie czegokolwiek wydaje się niemożliwe. Szczególnie podczas opadów śniegu, wsiadając do samochodu w ośnieżonym ubraniu zabieramy ze sobą tak dużą porcje wilgoci, że żadna dmuchawa nie jest w stanie jej pochłonąć. Zakładając oczywiście, że wentylacja ustawiona jest prawidłowo a więc na szyby.

Kolejny kierowca to „wycieraczkowy terminator”. Kiedy nasi dobroczyńcy posypią już drogi taka ilością soli że nie tylko śnieg, ale nawet asfalt zaczyna pękać , solankowa breja na przedniej szybie bardzo szybko wysysa cały płyn ze spryskiwaczy. Nasze wycieraczki w piękny sposób rozmazują białe solne smugi na szybie. Gdy mamy zapas płynu w bagażniku wystarczy zjechać z drogi i uzupełnić braki – jeżeli mamy zapas lub jeśli nam się chce! A jak nie, to nasze wycieraczki zamieniamy w skrobaczki solnej skorupy metodycznie niszcząc ich strukturę.

Tak czy inaczej, nie jest łatwo jeździć zimą – ale czy musimy sobie jeszcze tę jazdę sami utrudniać?

Kuba  „Skorpion” Bielak